Wielka Trzydniowa w Długi Czerwcowy - Bieszczady i wschodnia część Beskidu Niskiego

Wielka Trzydniowa w Długi Czerwcowy – Bieszczady i wschodnia część Beskidu Niskiego

 

Ostatnie poprawki… zerowanie kontrolek oleju i jedziemy. Dzisiaj wyruszamy po południu. Jest środa przed długim łykendem. Trzeba się po pierwsze najeździć, po drugie zrobić jakieś sensowne zakupy na kilka dni. To chyba wszystko. Jazda przez pogórze jak zwykle dostarcza wielu wrażeń. Za każdym razem inaczej. Inne niebo, wzgórza inaczej też wygląda droga. Przez Zaczarowany Las nad Krosnem jedziemy w stronę punktu widokowego.

Doły Jasielsko Sanockie – okolice Haczowa. Płasko jak na Mazowszu. Ale ma to swój urok, no i przez chwilę, więc można jakoś znieść.

Już za Rymanowem. Przełęcz Szklarska i domniemany grób konfederatów barskich. Albo kogoś innego. Widoki sprawiają, że raczej nie zastanawiamy zbyt długo.

Zjeżdżamy ze Szklarskiej. Widok na graniczny Beskid – Kamień nad Jaśliskami i Piotrusia. Zjeżdżamy w dół, do Daliowej. Stąd już blisko.

Rano wyjeżdżamy aby jak najszybciej dostać się na drogę 897, która będzie głównym elementem naszej trasy. Kierujemy się na Komańczę i Cisną.

Łupków Nowy i coraz to nowsze widoki. Wrażenie latania potęguje się a malutkie endorfinki rozpływają się miło po całości.

Wjeżdżamy w klasyczne Bieszczady. Ruch spory a na stacji wąskotorówki w Dołżycy tłumy.

Za Cisną odbijamy w lewo i kierujemy się w stronę Terki nad Jeziorem Solińskim. Za cel obieramy sobie dotrzeć do brzegu jeziora. Z bieszczadzkiej głuszy kierujemy się w stronę centrum tak zwanej turystyki. Samo jezioro jest urokliwe. Delektujemy się jego panoramą. Z bliska Solina wiele traci. Cel wizyt i pobytów określonego typu ludzi, z którym nam trochę nie po drodze. Wracamy.

Chcemy się dostać do Zatwarnicy ale droga nie jest taka jak się spodziewaliśmy. Wracamy i małą pętlą podążamy na południe. Panorama Bieszczadów znad Lutowisk jak zwykle nie zawodzi. W Smolniku skręcamy na Dwernik i wąską dróżką między połoninami dobijamy w Berehach do Wielkiej Pętli. Ca ryńska jak zwykle niesamowita.

W Wetlinie czas na oddech. Oddycham jak się da. Dalej już tylko powrót. Te same widoki ale oglądane z drugiej strony. Nigdy się nie znudzą. Niby te same a zawsze inne. Zwłaszcza w świetle zachodzącego słońca. Gadanie nic tu nie wnosi. Oglądajcie po prostu jak jechaliśmy przez wschodnią część Niskiego Beskidu.

A jutro pojedziemy na zachód. Tak aby przejechać cały Beskid.

Do jutra!