Gdzie Wisłok łączy się z Sanem

Gdzie Wisłok łączy się z Sanem

Przygoda zaczyna się na wschód od Sokołowa Małopolskiego. Jakoś tak wschód. Wschód albo południe. Przez zmarznięte nieudaną wiosną pola i lasy kieruję się w stronę Tryńczy. W Rakszawie zainteresował mnie ten dom. Nic o ni nie wiem. Trudno cokolwiek znaleźć. Nie muszę wszystkiego wiedzieć a ni na każdy temat mieć cos do powiedzenia. Niczego nie muszę. Pola przed Tryńcza robią wrażenie poruszania się po jakimś kosmosie. Lub oderwania od świata. Niebo i zieleniejąca trawa. Odlot.

Zaraz za mostem na Wisłoku w Tryńczy skręcam ostro w prawo. Typowe samorządowe tablice zachwalające uroki gminy. Przejeżdżam pod mostem i brzegiem Wisłoka kieruję się na północ. Tablice zapowiadają ścieżkę rowerową ale zakazu dla innych pojazdów nie ma. Kilka kilometrów przyzwoitej gliniastej ale suchej dwupasmówki i jestem na miejscu.

Tutaj Wisłok kończy swój 220 kilometrowy bieg łącząc się z Sanem. Linia Wisłoka i później Sanu jest jednocześnie granicą między Galicją Wschodnią i Zachodnią oraz w dawnych czasach między państwem Kazimierza Wielkiego a Rusią. Z grubsza rzecz biorąc jest to również wschodnia granica osadnictwa ruskiego. Jego ślady widać tu w cerkwiach i starych cmentarzach.

Spotkania dwóch sporych rzek zawsze robi wrażenie. Zostaję chwilę, żeby uczestniczyć w tym nieustającym wydarzeniu. Niedawno władze samorządowe postawiły tutaj wieżę widokową. Atrakcja dla turystów. Spragnionych atrakcji. Niestety żywioł pokazał swoją siłę a marzenia samorządowców musiały ustąpić. Rok temu San zabrał część terenu, na którym stała wieża. Kawałki wieży z reszta też. Obecnie wieże stoi, znacznie mniejsza i wycofana w głąb klina ziemi pomiędzy rzekami.

Wracam inna drogą kierując się na północny wschód. Most na Sanie w Ubieszynie i w Sieniawie skręcam na północ, w kierunku dawnej granicy zaborów. Przed Rudką, na leśnym skrzyżowaniu zauważam dębowy krzyż. Mimo wytrwałych poszukiwań w Internecie nie jestem w stanie ustalić na jaka pamiątkę został wzniesiony.

Rudka.

Od razu widać, ze była to cerkiew. Postawiona w 1921 roku niedługo cieszyła wiernych. Już w 1947 zostali zmuszeni do opuszczenia swojej wsi. Nikt już nie wrócił.

Za murowaną cerkwią kryje się prawdziwa perła. Jeden z najcenniejszych zabytków drewnianej architektury w tych stronach. Cerkiew Zaśnięcia NMP z 1693 roku. Wielokrotnie przebudowywana, obecnie w stanie przypominającym nieco pierwotny. Zamek do drzwi i nieudolnie ryte w drewnie napisy, daty i krzyże. Drewno mówi. Trzeba tylko umieć słuchać. W Cieplicach kolejna cerkiew. O śladach przeszłości mowy nie ma i tylko wprawne oko jest w stanie je odczytać.

A to już Brzyska Wola. Zbliżając się do jej dolnego krańca zbliżam się jednocześnie do dawnej, rozbiorowej granicy między Austrią a Rosją. Tak, ta niepozorna rzeczka była przez 100 lat granicą dwóch imperiów. Ludzie z jej dwóch brzegów mówili tak samo. Ale byli oddzieleni granicą. Wychodziło im to z reszta na dobre, bo żyli z rolnictwa i przemytu.

I pierwsza wieś po „tamtej” stronie. Widać inna zabudowę, więcej ludzi i zapełnione ławeczki przed domami. Stare budownictwo wygląda inaczej. Granica trwa mimo upływu stu lat.

Koło Szyszkowa, tuz przy drodze miejsce, gdzie powstańcy styczniowi przekroczyli granicę Kongresówki. Skończyło się źle. Oddział został rozbity, pozostał tylko krzyż i niedawno postawiony kamień pamiątkowy.

Wracam z powrotem do Galicji. Krzeszów (jeszcze Kongresówka) i most na Sanie. Przez Kopki i Kamień wjeżdżam w rodzinne strony.

Mapa wyjazdu tutaj.