Prządki - Przełomy Wisłoka i Dolina Sanu

Prządki – Przełomy Wisłoka i Dolina Sanu

Opowieść zaczynam tym razem na Pogórzu. Wyjazd z Kotliny Sandomierskiej i górskie widoki. Widać wał wysokich wzgórz, którego kulminacją są sławne Prządki w okolicach Krosna. Jesteśmy już pod wzgórzami, za chwilę wjedziemy na pasmo Prządek. Samych skał oglądać nie będziemy. Mamy to już opatrzone a inne atrakcje czekają.

Jedną z najpiękniejszych dróg na Rzeszowszczyźnie kierujemy się w stronę punktu widokowego nad Krosnem. Jest to wysoko wzniesione nad Dołami Jasielsko – Sanockimi miejsce skąd podziwiać można jedną z najszerszych w polskich Karpatach panoram. Doskonale widać stąd pasma górskie Beskidu Niskiego z dominującą górą Cergową. Na południowym wschodzie widać Bieszczady, oddalone o około 100 km. Na zachodzie, ponad pasmem Magury Wątkowskiej,  można dostrzec szczyty Tatr – Łomnicę i Lodowy Szczyt.

Zjeżdżamy z punktu widokowego podziwiając pokazujące się fragmenty panoramy. Kierujemy się w stronę Przełomu Wisłoka. Dojazd do tego miejsca polecam wyłącznie przy użyciu nawigacji. Jeśli ktoś nie wie, to nie dojedzie. Wreszcie miejsce gdzie kilkadziesiąt tysięcy lat temu Wisłok zmienił swój bieg przebijając się przez okoliczne skały. Widok godny uwagi w miesiącach bezlistnych. Poza nimi widzimy ścianę lasu.

Dojeżdżamy do młyna wodnego. Według niektórych źródeł był to tartak, według innych łączył te dwie funkcje. Obecnie nie działa a jego pozostałości są przedmiotem zachwytów fotografów i modelek. To tutaj kręcono fragmenty kultowego filmu „Wilcze echa”. Tak, to było dawno przed „Watahą”, więc współcześni miłośnicy tych okolic mogą nie wiedzieć.

Zostajemy dłuższą chwilę aby nacieszyć się ciszą i pięknymi widokami.

Z Przełomu Wisłoka jedziemy w stronę Rudawki Rymanowskiej. Tutaj pod górą Kiczerą podziwiamy największe w Karpatach odsłonięcie łupków menilitowych dochodzącego do 30 metrów wysokości. Dzięki nagromadzeniu materii organicznej i beztlenowemu środowisku takie skały stają się skałą macierzystą dla ropy naftowej. Zwykle kryją  się zwykle głęboko w ziemi, a tu –możemy je podziwiać gołym okiem.

Z tym wodospadem związana jest jeszcze jedna przypowieść. To właśnie w tym miejscu do jednego z poprzednich papieży w sierpniu 1978 dotarła wiadomość o konieczności wyjazdu na konklawe. Sam wodospad ponoć stał się metaforą źródła zawartego w „Tryptyku Rzymskim”.

Zostajemy i napawamy się ciszą przetykaną szumem wody.

Przez Zarszyn i Trepczę udajemy się w Dolinę Sanu. Widoki Dołów Jasielsko Sanockich przechodzących w Góry Słonne niezrównane.  Za Trepczą dojeżdżamy do Doliny Sanu. Aż do Dynowa będziemy poruszać się wzdłuż tej rzeki.

Most przed Dobrą. Wszędzie motocykliści. Korzystają, podobnie jak my z ostatków ciepła przed nadchodzącym załamaniem pogody.

Dobra Szlachecka. Miejsce zamieszkania greckokatolickiej, ale mówiącej po polsku szlachty zagrodowej. Pozostała cerkiew z dodatkiem w postaci cerkwi bramnej, jedynej zachowanej w Polsce. Rozmowy z kolegami na motocyklach i kierujemy się dalej wzdłuż Sanu już na północ. Nowa droga zachęca do przyciskania, my jednak wolimy podziwiać dębową aleję rozciągająca się przez kilka kilometrów wzdłuż drogi. Pogoda psuje się, jest to wyraźna zapowiedź kolejnego przedwiosennego ochłodzenia. Dojeżdżamy do Dynowa i tutaj w sławne Karczmie pod Semaforem jemy drogi i nieco przereklamowany żurek. Dzielimy się refleksjami nad pandemicznym zniewoleniem zmuszającym motocyklistów do jedzenia na stojąco.

Z Dynowa już tylko powrót w stronę miejsca docelowego. Jedziemy przez Pogórze. Kręte i coraz bardziej zatłoczone drogi zaprowadzą nas do domu.

Jeśli chcesz obejrzeć przebieg trasy, zajrzyj tu.