Po ikony na Grabarkę - dzień trzeci

Po ikony na Grabarkę – dzień trzeci

Sierpniowy ostry jak brzytwa ranek nie bardzo zachęca do wyjścia z namiotu. Leżę i patrzę w niebo, które widać przez namiotową wentylację. Towarzyszy mi zwabiona moim ciepłem mucha. Termometr w skuterze pokazuje 5 stopni Celsjusza. Nic niezwykłego w tych stronach w sierpniu ale ten brak niezwykłości potrafi zajść za skórę. Namiot szybko obsycha, składam więc obóz, ogarniam mocowania i po chwili jestem gotów do drogi. Żegnam się z gościnna neounicką parafią. Oślepia mnie wschodzące słońce. Pierwszy raz tego dnia. Nadbużanka prowadzi prosto jak strzelił aż do Włodawy. Samotność na drodze niczym nie daje się zastąpić. Nie ma nikogo, tylko niebo, ziemia i ja. Podczas jazdy jak zwykle śpiewam i głośno mówię sam do siebie. Chyba o to chodzi w motocyklizmie. Żeby jechać i nie zadręczać się tym co będzie za chwilę, dzień czy tydzień. Przejeżdżam przez wyludniony Kodeń. W porannym słońcu wszystko wygląda inaczej.

Przydrożny podlaski krzyż jest okazją do przemyśleń i jeszcze większego wyciszenia.

Droga koło Dołhobrodów kusi. Tam jest to, czego jeszcze nie widziałem. I nie przeżyłem. Nie dzisiaj. Innym razem.

Za Włodawą odbijam od Bugu. Lasy przed Cycowem, na mapie tak niewielkie zdają się ciągnąć w nieskończoność. Przed Fajsławicami widok na Zachodnie Roztocze. Kiedyś trzeba tu przyjechać. Wygnanowice, Krzczonów, Wysokie. Wzniesienia i jary Roztocza. Wioski jakby zatrzymane w latach 70 tych a preferencje polityczne mieszkańców krzyczą z każdego płotu.

Chwila przerwy. Kawał drogi przejechałem, od ostatniej kawy w Kostomłotach sporo minęło. Trochę tu daleko od wszystkiego. Ale o to chodziło. Natchniony czymś wygłaszam długa przemowę do kamery. Tak działa długa jazda. Jestem sam i potrzebuję gadać. Nie było to nic godnego uwagi ale było tak śmieszne, że zostawiam.

A tu już stara galicyjska granica. Jednoczesne pogranicze wsi Ujście i Kiszki Wiele to mówi. Stara granica biegnie tą drogą. A dalej już granica województwa. Jeszcze most na Sanie i do domu tylko jeden krok.

Kończy się udana wyprawa na Grabarkę i kończy się kolejna przygoda. Zmierzam w stronę domu, gdzie pierwszą myślą jak zwykle będzie pytanie: „Dokąd następnym razem?”.