Po ikony na Grabarkę - dzień pierwszy

Po ikony na Grabarkę – dzień pierwszy

Na nadbużankę wskakuję koło Woli Uhruskiej. Dobry tekst na początek wyprawy. Tak. Koło Woli Uhruskiej. Powietrza i wolności nałykany już jestem od ponad 200 kilometrów, dopiero tutaj jednak zaczynam odczuwać to, o co chodzi. Prawie nikogo na drodze. Sławne brzózki przed Okuniką. Nie jadę nad Białe Jezioro. Może kiedyś pojadę. Jak wszyscy o nim zapomną. Bo na razie pamiętają i jest gorzej jak na Tarnicy.

Celem wyprawy jest zawiezienie na Grabarkę krzyży ofiarowanych przez Przyjaciół i przywiezienie dla nich ikon. Wyprawa jest dokończeniem nieudanej wyprawy z lipca, wyprawy przerwanej brutalnie przez załamanie pogody na Mazurach.

Do Włodawy parę kroków.

Włodawa jak wszystko wokół uroczo bezpostaciowa. Udaje ahistoryczność, chociaż daleko jej do tego. Faktem jest, że o ciekawej tutejszej historii dzisiaj słyszę tylko o Włodawie przy okazji codziennego podawania stanu wód.

Bug cały czas jest po prawej stronie i nie znajduje się nigdy dalej jak jeden km. Następnym razem odbiję w prawo. Z reszta czeka mnie jeszcze wyprawa na trójstyk PL UA BY. Za Włodawą zaczynają się prawdziwe podlaskie klimaty. Wieża widokowa na szlaku Green Velo w Dołhobrodach. I miejscowość Hanna. Okrążam ryneczek będący świadectwem dawnej chwały. Cerkiew pounicka. U wyjazdu moja ulubiona kapliczka – św. Józefa. Pamiętam z dawnych czasów, kiedy stała pochylona a obok dwa wielkie unickie krzyże.

Za Włodawą łapię na kamerze potężnego insekta. Aby nie psuć nikomu apetytu wklejam do filmu uśmiechnięte słoneczko. Będzie jechać z nami aż umyję kamerę.

Skręcam w kierunku Bugu. Tam schowany w chaszczach kryje się monaster w Jabłecznej. Powstał w XV wieku jako ośrodek mający nieść prawosławie w te strony. Zmiana wyznania na unickie spowodowała dość kłopotliwą sytuację, ponieważ monastyr pozostał jedyna wyspą prawosławia w bardzo dalekiej okolicy. Po nadbużańskich łąkach, pośród prawosławnych kapliczek docieram do Bugu. Akurat trwają wielkie protesty na Białorusi. Siedzę nad rzeką rozmyślam o przewrotnej historii. Pewne rzeczy wydają się nie do wiary, inne z wielkich stają się małymi… i odwrotnie. W gościnnym klasztorze uśmiechnięty mnich częstuje mnie barszczem ukraińskim. Tak po prostu bo widzi, żem z drogi, to pewnie głodny. Uzupełniam zapasy wody i jadę na Północ. Widzę pielgrzymów zmierzających w tym samym co ja kierunku. Idą do Kodnia. Jutro tam będzie odpust. Rozciągnięte wzdłuż drogi stragany, wyroby wiklinowe przywołują na myśl wspomnienia z dzieciństwa. Robię jakieś minimalistyczne zakupy. Dawno nie jedzona zupa motocyklowa będzie daniem głównym.

Jeszcze kilka kilometrów i docieram do neounickiej parafii w Kostomłotach. Tutaj zakładam bazę na dwie noce. Idę na nabożeństwo do cerkwi, gdzie upewniam się, że wschód i zachód mogą stać pod jednym dachem. Biorę też udział w procesji po nieszporach z okazji Wniebowzięcia.

Kiedy po procesji wszyscy się rozeszli zostaję sam w moim cerkiewnym obozie. Zbliża się nadbużański wieczór. Słychać tylko cykady, odgłosy nocnych zwierząt i bicie cerkiewnego dzwonu.

Dobrej nocy  🙂