Polesie – Podlasie – Mazury – Wybrzeże – Mazury – Galicja – dzień 2

W nocy musiało oczywiście polać. Tym lepiej. Droga już prawie wyschła. Jak zwykle jest to boczna droga. Kieruję się w stronę Tykocina ale najpierw czeka mnie przejazd mazowiecką częścią Podlasia. Ciechanowiec ze starymi domkami, Wysokie Mazowieckie i na Północ.  W Wysokiem przerwa na kawę. Cudne zmęczenie i radość, że tyle drogi przede mną.

Tykocin widać z daleka. Cudne stare uliczki polsko- żydowskiego miasteczka tworzą bardzo fajny labirynt. Nawierzchnia z kocich łbów uatrakcyjnia podróż. Mimo rewitalizacji miasteczko nie straciło wiele na uroku. Zatrzymuję się pod synagogą aby trochę pochodzić.

Przez most na Narwi przejeżdżam do najbliższego skrętu w lewo. Szutrowymi drogami nawiązuję chcę dostać się do wsi Laskowiec, gdzie będzie początek nowej przygody. Wcześniej jednak trochę błądzenia, gps nie zawsze odgaduje moje intencje.

Wreszcie mam to czego szukałem. Carska Droga a właściwie jej trzydziestokilometrowy odcinek nazwany Drogą Łosia. Prowadzi przez biebrzańskie bagna i kończy się w okolicy Twierdzy Osowiec.

Tablica jasno określa czego tu można oczekiwać. Dojeżdżam do ścieżki Długa Łuka, która jest wejściem do wnętrza biebrzańskiego bagna. Nawe południowa pora i wiatr nie chronią przed komarami. Dalej już tylko spokojna podróż Carską Drogą. Po drodze różne systemy leśne i ostrzeżenia przed łosiami. Przejeżdżam przez Biebrzę by po chwili znaleźć się przy resztkach Twierdzy Osowiec. Tutaj znajduję ciche miejsce przy zamkniętym moście. Należało się.

Mijam granicę podlaskiego i warmińsko – mazurskiego. Jestem na Mazurach. Historyczna granica jest nieco dalej. Tutaj znajduje się słup graniczny. Powstał w 1545 na trójstyku Prus Książęcych, Korony Królestwa Polskiego i Wielkiego Księstwa Litewskiego. Bardzo historyczne miejsce. Po prostu czuć historię.

Przez niesamowite i spokojne krajobrazy Mazur sunę w stronę Krainy Jezior. Gdzie nie spojrzeć czuć wańkowiczowskiego Smętka i widać trudną historię tej ziemi. Z reszta zauważyłem, że jeżdżę zawsze pop ziemi, która ma trudną historię. Po co jeździć po innej.

Urokliwe miasteczko Stare Juchy. Tutaj rozgrywa się akcja filmu „Karate po polsku” oraz serialu „Siedlisko”. O mieszkańcach wsi (wielu z nich wyemigrowało do Islandii) opowiada polsko-islandzki film dokumentalny „In Touch”.

I dalej smętkową krainą jadę do celu. Czeka na mnie Maik- mój niemiecki kolega. Wieczorem siadamy przy ogniu i gadamy bez końca o polsko – mazursko – niemieckich historiach.

A dobry Pan Bóg śpi na Mazurach.